poniedziałek, 21 listopada 2011

pierwsze wyjazdowe warsztaty twórcze

Od długiego czasu chodził nam po głowach wyjazd.
Najpierw cicho i na palcach, potem coraz głośniej aż w końcu zaczął tak tupać, że trzeba było go zrealizować.
Na miejsce naszej twórczości wybraliśmy Kucoby - ośrodek harcerski, który większość pamięta z zamierzchłych czasów wakacyjnych wyjazdów.
Długo trwały przemyślenia, zgłoszenia i rezygnacje, aż w końcu udało się skompletować kameralną, żądną twórczej przygody, grupę. Założyłyśmy, że tym razem jadą tylko panie i ewentualnie dzieci. Więc w takim matczynym gronie przyjechałyśmy 18 listopada bladym świtem, około 10 z hakiem, na miejsce.
Działalność twórczą rozpoczęłyśmy od ręcznie robionego ciasta i ręcznie zaparzonej kawy, po to żeby mieć siły na wyjście do lasu w poszukiwaniu materiałów na zajęcia w niedzielę.
Piękny las, piękna pogoda, piękne słońce, piękny szum liści po butami. Nie chciało się wracać...
Ale wróciłyśmy, z naręczami kory, gałązek, liści, szyszek, patyków i .... robaków różnych, którym humanitarnie pozwoliłyśmy opuścić miejsca przebywania, rozkładając skarby na noc, na dworze.
Po obiedzie (mimo, że bardzo ciągnęło nas na sjestę...) zaczęły się prawdziwe warsztaty. Część grupy tworzyła świece, część malowała koszulki albo zwijała papierki na biżuterię.



Kiedy świece zastygały, ta część ekipy również wkręcała się w skręcanie papieru.
Tak nas to wciągnęło, że trzeba było przypominać o kolacji...
Po niej również skręcałyśmy...
Świece wystudzone i wyjęte z foremek dumnie pokazały swoje oblicza, po czym trafiły na noc do wody, a my ...skręcałyśmy.
Dopiero ognisko odciągnęło nas od papierków i wyciągneło z domu na kilka godzin.
A po powrocie... znowu wkręciły nas papierki. W sumie nie tylko papierki, ale o tym cenzura nie pozwala już pisać.


Dzień drugi zaczął się od leniwego śniadania, po którym rzuciłyśmy się na nazbierane dzień wcześniej skarby. Najpierw pracowałyśmy na trzech stołach , potem na pięciu, a potem zagarnęłyśmy dla siebie przestrzeń całej jadalni zasypując ją skutecznie igłami, kwałakami sianka, korą, gałęziami. Plątałysmy się w sznurki i wstążki i ustawiałyśmy w kolejce do kleju na gorąco.


Na początku było trochę trudno - patrząc na stos zieleniny szukałyśmy inspiracji w gazetach, zdjęciach i obrazkach, które po godzinie przestały być potrzebne. Stroiki powstawały jeden za drugim i każdy przynosił pomysł na kolejny.
Powstało kilkanaście ciekawych i absolutnie różnych stroików i ozdób świątecznych.
Po obiedzie wyruszyłyśmy jeszcze na spacer po lesie i na tym nasz wyjazd się zakończył.
Myślę, że wszyscy wrócili zadowoleni i zainspirowani.
Kolejny twórczy wyjazd planujemy na marzec...
Jeżeli ktoś chciałby do nas dołączyć i spędzić czas na końcu świata - zapraszamy :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz